|
(Przy
okazji! Nie przechowujcie w lodówce ziemniaków już obranych. W niskich
temperaturach skrobia się scukrza i ziemniaki czernieją. Mnie przytrafiło
się to tylko raz, na początku kariery, za co przyszło mi naobierać
"oliwek" na 250 osób.)
Ziemniaki
na żółto
Obrane
kartofle kąpiemy przez godzinę w zimnej wodzie z łyżeczką szafranu,
najlepiej świeżego, ale z powodzeniem może być i suszony, który
występuje w postaci proszku (tylko że suszony bywa często oszukany,
na bazarach w Kairze widywałem sprzedawaną w charakterze szafranu
tartą skórkę grenadiny, zdarza się też wręcz, że oszuści podsypują
otartego ze ściany żółtego tynku; nosem jednak łatwo poczuć różnicę
- chyba że, niestety, szafran kupujemy w zamkniętych paczuszkach).
Następnie solimy i gotujemy do pierwszej miękkości, zwykle ok. 20
minut.
Takie
ziemniaki to klasyczny dodatek do ryb, zwłaszcza gotowanych. Szafran
nadaje im nie tylko pięknego żółtego koloru, ale i wpływa na smak
i aromat kartofla.
Ziemniaki
pieczone w mięsnym sosie
Zaczynamy
od sosu. Rozmaite mięsne skrawki i odrzuty kroimy na drobne kawałki
i podsmażamy na oleju na złotobrązowo. Następnie dodajemy pokrojoną
w drobną kostkę marchew, cebulę i seler, łyżkę koncentratu pomidorowego
i kieliszek czerwonego wina. Całość gotujemy, aż objętość zredukuje
się o połowę, po czym zalewamy wodą tak, aby zwiększyć objętość
dwukrotnie. Do smaku można dodać liść bobkowy lub paprykę, ale posolimy
dopiero na końcu, bo wcześniej trudno określić smakiem, ile soli
nam trzeba. Gotujemy to znowu około pół godziny i przecieramy przez
sito. Znowu gotujemy tak, by zredukowało się o połowę i jeszcze
raz przecieramy przez sito.
Taki
sos można długo przechowywać w lodówce, warto więc przygotować większą
ilość, żeby mieć na zapas. Można go podawać z rozmaitymi mięsami
(ale nigdy z drobiem).
Żaroodporne
naczynie smarujemy masłem (najwygodniej wziąć na palec), zalewamy
niewielką ilością bulionu i na tym układamy ziemniaki. Posypujemy
je rozmarynem i tymiankiem lub majerankiem (ziemniaki lubią majeranek).
Polewamy sosem. Jeśli mamy w domowym arsenale kucharski pędzelek,
należy go użyć, by pociągnąć sosem każdy kartofelek. Jeśli nie,
można posłużyć się łyżką. I do pieca. Wyjmujemy po 20 minutach i
podajemy jako osobne danie albo w charakterze dodatku np. do cielęcych
kotletów.
Skórzane
frytki
Skórki
wyjmujemy z wody i osączamy na ściereczce lub na papierowym ręczniku
(leżąc w wodzie, nie tylko nie zbrązowiały, ale i nabrały chrupkości,
co zresztą odnosi się także do ziemniaków przygotowywanych na klasyczne
frytki). Podczas gdy w garnku podgrzewa się frytura (np. olej słonecznikowy),
przygotowujemy trzy miseczki: z rozkłóconym jajkiem, mąką pszenną
i tartą bułką. Maczamy łupiny kolejno w każdej miseczce i ostrożnie
wrzucamy do oleju (ok. 180°C). Gotowe frytki najlepiej wyjmować
łyżką cedzakową i układać na papierze dla osączenia z tłuszczu.
Do gorących skórek podajemy zimne sosy, zwane dipami, np. majonez
z wyciśniętym lub zgniecionym czosnkiem, majonez z drobno posiekanymi
świeżymi ziołami, zagęszczony twarożkiem homogenizowanym jogurt
ze sproszkowaną papryczką chilli, jogurt z koperkiem i szczypiorkiem.
Taki
sposób przyrządzenia ziemniaków silnie eksponuje smak skórki. Danie
to - w Polsce zupełnie nie znane - jest popularne w niektórych krajach
Zachodu, zwłaszcza w USA. W Kuwejcie, gdzie wprowadziłem je jako
wstępną zakąskę ("czekadełko") do menu
Hotelu SAS, zrobiły absolutną furorę i nie widzę powodu, żeby w
Polsce było inaczej.
...........
|