Strona główna  

Sabayon

Sabayon, czyli zabajone

Zabajone, krem piwny, świeże owoce z pieca, suflet mrożony z krupnikiem

Zabajone dla deserów jest tym, czym sos holenderski dla ryb. Jest to słodki sos winny pochodzenia włoskiego, zwany w Italii zabaglione, we Francji zaś znany jako sabayon.

Oto wyzwanie dla amatorów pichcenia na słodko - kucharze raczej nie przepadają za przyrządzaniem tego specyfiku, jako że trzeba go robić bardzo uważnie, nie za krótko, ale i nie za długo, gdyż wtedy sos zapada się w siebie i zmniejsza objętość. Poza tym trzeba koniecznie przygotować go bezpośrednio przed podaniem, bo już po krótkim czasie podchodzi wodą.

Zabajone

Do miski, najlepiej metalowej, wbijam 1 jajo, plus jeszcze jedno żółtko, plus tyle cukru, ile mieści się w połówce skorupki od jajka, do tego jeszcze 2 półskorupki wina. Włosi preferują sycylijskie deserowe wino Marsala, można jednak zastosować łatwo dostępną w Polsce białą wytrawną Sophię, w tym jednak wypadku dodaję jeszcze pół skorupki jakiegoś białego wina słodkiego.

Stawiam miskę na garnku z gotującą się wodą (należy uważać, żeby woda nie wrzała zbyt silnie) i tak na parze ubijam trzepaczką, machając nią energicznie "w ósemkę", drapiąc po dnie i po ściankach, żeby nic się nie poprzylepiało, i uważając, aby masa się nie ścięła na słodką jajecznicę.

 

(Ja to robię zawsze trzepaczką o drutach elipsoidalnych, stosowaną powszechnie w zawodowych kuchniach; można z powodzeniem użyć też trzepaczki sprężynowej; nie należy pomagać sobie mikserem, bo krem wtedy łapie za dużo powietrza i uzyskuje nie całkiem poprawną konsystencję; mikser można zastosować, gdy robimy zabajone przeznaczone do zjadania na zimno). Ubijamy aż do uzyskania jednolitej, gładkiej, puszystej masy, co trwa ok. 10 min (a początkującym może zająć nieco więcej czasu). Na samym końcu można dodać odrobinę koniaku lub winiaku.

Podawać wyłącznie na świeżo, można z powodzeniem serwować go solo, w towarzystwie np. biszkopcika, albo do owoców, lodów, tortu czekoladowego i co tam jeszcze komu pasuje, byle pamiętać, że sos zabajone zawsze dajemy pod spód; to na sosie kładziemy owoce lub słodycze. Z góry natomiast lejemy zabajone, które ma nadać treść złożonym we czworo naleśnikom. Rewelacyjny efekt daje wmieszanie w zabajone (na samym końcu) jakiegoś owocowego puree.

Krem piwny

Oto deser o wyjątkowo delikatnym smaku i konsystencji.

4 dl słodkiej śmietany (najlepsza jest 36-procentowa "tortowa", bo taka najlepiej się ubija), mieszam trzepaczką, a następnie ubijam mikserem.

20 g żelatyny rozpuszczam w piwie (wystarczy ok. 50 g).

Do metalowej miski wsypuję 80 g cukru, wlewam 100 g piwa i wbijam 4 żółtka. Z braku prawdziwej wanilii, dosypuję paczuszkę cukru waniliowego. Wszystko to razem mieszam trzepaczką na zabajone. Gatunek piwa ma zasadnicze znaczenie - powinno być dobrej klasy i mieć intensywny smak. Teraz przez chwilę jeszcze ubijam mikserem zabajone na zimno, dodaję ubitą śmietanę, mieszając kolistym ruchem od spodu. Dodaję jeszcze 30 g wódki i znów chwilę mieszam, wrzucam rozpuszczoną żelatynę, można też chlupnąć jeszcze trochę piwa.

Rynienkę do pieczenia albo inne naczynie wykładam plastikową folią i na to wylewam krem (wariant: do kremu można wrzucić jakieś owoce, najlepiej truskawki) i odstawiam do lodówki, czekając aż się zetnie (zwykle trwa to co najmniej godzinę).

Świeże owoce z pieca

Najpierw przygotowuję klasyczną sałatkę owocową. Biorę np. pomarańczę, rozbieram na cząstki, pokrojonego w plasterki banana, jabłko i gruszkę rozcięte w łódeczki (skórkę wolę pozostawić, tak dla smaku, jak i dla zdrowia) i jeszcze np. bez pestek połówki winogron. Taką sałatkę mieszam i wypełniam nią mniej więcej do połowy wysokości głęboki żaroodporny talerz. Na wierzch wylewam zabajone, akurat tyle, żeby całkowicie zakryć owoce, po wierzchu posypuję cukrem pudrem i wstawiam na 10 min do rozgrzanego (200iC) pieca, najlepiej opalanego wyłącznie od góry, pilnując, żeby się nie przypaliło. Na końcu deser powinien mieć na wierzchu brązowawą skorupkę.

Suflet mrożony z krupnikiem

Ubijam pół litra śmietany i odstawiam do lodówki. Z 4 jajek i 150 g cukru (+ ew. cukier waniliowy) ubijam na parze zabajone. Dodaję bitą śmietanę, mieszam, wlewam 150 g krupniku, mieszam ponownie.

(Można też z powodzeniem użyć innego alkoholu - araku, wiśniówki, czy co tam kto woli, ja dziś proponuję właśnie krupnik, bo to trunek typowo polski, niepodobny do niczego, co pijałem gdzie indziej.)

Do rozszerzającej się ku górze filiżanki albo innego naczynia (najlepsze jest cocotte) wkładam sklejoną wstęgę pergaminu uformowaną w walec wystający nieco ponad brzeg naczynia. Wlewam w to masę i wstawiam na 2-4 godziny do zamrażarki. To lepsze niż niejedne lody.

...........