|
(Ja
to robię zawsze trzepaczką o drutach elipsoidalnych, stosowaną powszechnie
w zawodowych kuchniach; można z powodzeniem użyć też trzepaczki
sprężynowej; nie należy pomagać sobie mikserem, bo krem wtedy łapie
za dużo powietrza i uzyskuje nie całkiem poprawną konsystencję;
mikser można zastosować, gdy robimy zabajone przeznaczone do zjadania
na zimno). Ubijamy aż do uzyskania jednolitej, gładkiej, puszystej
masy, co trwa ok. 10 min (a początkującym może zająć nieco więcej
czasu). Na samym końcu można dodać odrobinę koniaku lub winiaku.
Podawać
wyłącznie na świeżo, można z powodzeniem serwować go solo, w towarzystwie
np. biszkopcika, albo do owoców, lodów, tortu czekoladowego i co
tam jeszcze komu pasuje, byle pamiętać, że sos zabajone zawsze dajemy
pod spód; to na sosie kładziemy owoce lub słodycze. Z góry natomiast
lejemy zabajone, które ma nadać treść złożonym we czworo naleśnikom.
Rewelacyjny efekt daje wmieszanie w zabajone (na samym końcu) jakiegoś
owocowego puree.
Krem
piwny
Oto
deser o wyjątkowo delikatnym smaku i konsystencji.
4
dl słodkiej śmietany (najlepsza jest 36-procentowa "tortowa",
bo taka najlepiej się ubija), mieszam trzepaczką, a następnie ubijam
mikserem.
20
g żelatyny rozpuszczam w piwie (wystarczy ok. 50 g).
Do
metalowej miski wsypuję 80 g cukru, wlewam 100 g piwa i wbijam 4
żółtka. Z braku prawdziwej wanilii, dosypuję paczuszkę cukru waniliowego.
Wszystko to razem mieszam trzepaczką na zabajone. Gatunek piwa ma
zasadnicze znaczenie - powinno być dobrej klasy i mieć intensywny
smak. Teraz przez chwilę jeszcze ubijam mikserem zabajone na zimno,
dodaję ubitą śmietanę, mieszając kolistym ruchem od spodu. Dodaję
jeszcze 30 g wódki i znów chwilę mieszam, wrzucam rozpuszczoną żelatynę,
można też chlupnąć jeszcze trochę piwa.
Rynienkę
do pieczenia albo inne naczynie wykładam plastikową folią i na to
wylewam krem (wariant: do kremu można wrzucić jakieś owoce, najlepiej
truskawki) i odstawiam do lodówki, czekając aż się zetnie (zwykle
trwa to co najmniej godzinę).
Świeże
owoce z pieca
Najpierw
przygotowuję klasyczną sałatkę owocową. Biorę np. pomarańczę, rozbieram
na cząstki, pokrojonego w plasterki banana, jabłko i gruszkę rozcięte
w łódeczki (skórkę wolę pozostawić, tak dla smaku, jak i dla zdrowia)
i jeszcze np. bez pestek połówki winogron. Taką sałatkę mieszam
i wypełniam nią mniej więcej do połowy wysokości głęboki żaroodporny
talerz. Na wierzch wylewam zabajone, akurat tyle, żeby całkowicie
zakryć owoce, po wierzchu posypuję cukrem pudrem i wstawiam na 10
min do rozgrzanego (200iC) pieca, najlepiej opalanego wyłącznie
od góry, pilnując, żeby się nie przypaliło. Na końcu deser powinien
mieć na wierzchu brązowawą skorupkę.
Suflet
mrożony z krupnikiem
Ubijam
pół litra śmietany i odstawiam do lodówki. Z 4 jajek i 150 g cukru
(+ ew. cukier waniliowy) ubijam na parze zabajone. Dodaję bitą śmietanę,
mieszam, wlewam 150 g krupniku, mieszam ponownie.
(Można
też z powodzeniem użyć innego alkoholu - araku, wiśniówki, czy co
tam kto woli, ja dziś proponuję właśnie krupnik, bo to trunek typowo
polski, niepodobny do niczego, co pijałem gdzie indziej.)
Do
rozszerzającej się ku górze filiżanki albo innego naczynia (najlepsze
jest cocotte) wkładam sklejoną wstęgę pergaminu uformowaną w walec
wystający nieco ponad brzeg naczynia. Wlewam w to masę i wstawiam
na 2-4 godziny do zamrażarki. To lepsze niż niejedne lody.
...........
|