|
Każdy umie ją przyrządzić, ale kombinacji i sposobów są setki. Oto
standardowa wersja podstawowa, mająca pierwszeństwo w zawodowej
gastronomii.
Roztrzepać
jajka widelcem w miseczce (oczywiście nigdy srebrnym, bo sczernieje),
posolić, dolać trochę śmietanki (najlepiej odmierzać skorupką -
objętość połówki na każde jajko), która nada jajecznicy puszystości,
i trzepać jeszcze przez chwilę.
Smażymy
na lekko roztopionym maśle, mieszając ubijaczką do sosów i ani chwili
dłużej, niż potrzeba, gdyż jajka przetrzymywane na patelni gwałtownie
tracą świeży smak i konsystencję.
Gotową
jajecznicę wkładam do filiżanki, upycham łyżką, przykrywam talerzykiem,
po czym odwracam całą tę konstrukcję do góry dnem i zdejmuję filiżankę.
W ten sposób formuję zgrabną babeczkę, którą lubię na zakończenie
udekorować szczypiorkiem.
Jajka
sadzone
Podstawową
rzeczą jest patelnia. Najwygodniej używać teflonowej. Jeśli jest
żelazna, powinna być nie za lekka i nie za ciężka, lepiej, żeby
miała grube dno. (Brudną, przypaloną patelnię najlepiej wypalić
solą, aż sól sczernieje, a następnie wytrzeć całą powierzchnię papierowym
ręcznikiem nasączonym olejem).
Wbijamy
jajka na roztopione masło i czekamy, aż zetnie się całe białko.
Można też zdjąć patelnię z ognia chwilę wcześniej i wstawić ją na
moment do pieca. Solimy na samym końcu, bo inaczej na żółtku pojawią
się nieapetyczne białe plamki.
To
było banalnie proste. Teraz więc coś dla kucharzy ambitnych.
Egg
benedict
Rewelacyjne
danie śniadaniowe, a także popularny w niektórych krajach brunch
(czyli połączenie późnego śniadania z wczesnym lunchem).
Zaczynamy
od przyrządzenia sosu holenderskiego. Do rondelka wlewamy 3 łyżki
białego wina i łyżkę winnego octu (białego), wrzucamy kilka łodyg
pietruszki (bez listków), pół bobkowego liścia i szczyptę pieprzu.
Gotujemy to na dużym ogniu, aż zredukuje się do połowy (4-5 min)
i odstawiamy do przestudzenia. W drugim rondelku roztapiamy 100
g masła. Kiedy się zagotuje, łyżką cedzakową zdejmujemy szumowiny,
aby masło było absolutnie klarowne. Teraz dwa surowe żółtka roztrzepujemy
z przestudzonym winem. Trzeba to robić długo i energicznie. Ważne
jest, aby utrzymywać stałą temperaturę i to ani za niską (bo nie
osiągniemy puszystości), ani za wysoką (bo zrobi się jajecznica).
Najlepiej rondelek, w którym roztrzepujemy żółtka, trzymać bezpośrednio
nad garnkiem z gotującą się wodą. Kiedy już masa zrobi się puszysta,
przestajemy ubijać i zaczynamy mieszać dodając po kropelce masło
(należy uważać, żeby miało podobną temperaturę!), szczyptę soli
i ewentualnie kropelkę sosu Worcestershire lub Tabasco. Gotowy sos
odstawiamy na brzeg kuchenki lub w inne miejsce, gdzie będzie mu
ciepło. Teraz przygotowujemy jajka w koszulkach (patrz zdjęcia).
Surowe jajka wbijamy do osobnych filiżanek, w wysokim garnku zagotowujemy
wodę z octem, po czym przykręcamy gaz do minimum, tak aby woda nie
wrzała. Teraz szybkim ruchem wrzucamy do wody jajka. Jest to procedura
raczej łatwa i efektowna, trzeba jednak postępować ostrożnie i pamiętać,
że wody nie wolno osolić. Po trzech minutach wyławiamy łyżką cedzakową
białe kuliste bryły, które kryją w sobie idealnie miękkie żółtko.
Opiekamy
grzanki, każdą smarujemy masłem (nieobowiązkowo) i przykrywamy plasterkiem
szynki. Na szynce kładziemy jajko w koszulce, całość polewamy obficie
sosem holenderskim i wkładamy na 30-40 sekund do rozgrzanego piekarnika.
Staramy się nie spuszczać ich z oka - sos musi zmienić się w złotobrązową
skorupkę, ale trzeba bardzo uważać, żeby się nie przypaliło.
Fantastyczny
efekt daje położony na jajku plasterek trufli, ale i bez tego egg
benedict to przysmak nie lada, bez wątpienia wart całego tego zachodu.
...........
|