|
Teraz
ciasto. Sypię do miski mąkę, powiedzmy 200 g (na cztery porcje),
dodaję szczyptę soli i mniej więcej łyżkę stołową cukru, mieszam.
Wbijam dwa jajka plus dodatkowo jedno samo żółtko, wlewam ćwierć
litra piwa i mieszam dokładnie trzepacz-ką. Ubijam pianę z dwóch
białek i dodaję do masy, mieszając tak, by zagarniać łyżką od spodu
- dzięki temu ciasto będzie bardziej puszyste.
Do
garnka wlewam olej na wysokość ok. 6 cm (tyle, żeby placki pływały
i nie przywarły do dna) i rozgrzewam do ok. 180oC; obok, w głębokim
talerzu mieszam cukier z cynamonem i przygotowuję miseczkę z mąką.
Każdy krążek jabłka z osobna obtaczam w mące, maczam w cieście (wrzucam
i wyjmuję), wreszcie ostrożnie wkładam do oleju - wszystko to najlepiej
robić ręką (tylko ostrzegam: uwaga na palce!). Kiedy krążki jabłek
napęcznieją w piękne "oponki" i nabiorą koloru złotawobrązowego,
przewracam każdą na drugą stronę, a gdy już obie strony są takie
same, wyjmuję łyżką cedzakową i natychmiast wkładam do cukru z cynamonem
- gorący olej wchłania cukier, dzięki czemu on się dobrze trzyma
ciasta.
Można
je podać bez jakichkolwiek dodatków, choć np. w Austrii i Niemczech
lubią do tego sos waniliowy, zaś Francuz nie pogardziłby kapką sosu
malinowego.
Jeszcze
jedno: ten smakołyk można też przyrządzać na raty - wyjmujemy krążki
lekko zazłocone, nie wkładamy do cukru, ale odkładamy na bok i z
dosmażeniem czekamy na godzinę podwieczorku.
Jabłka
pieczone z bakaliami
Kolejny
klasyk, choć nie zawsze prawidłowo wykonywany.
Zaczynam
od nadzienia. Siekam razem drobno orzechy włoskie i laskowe, dodaję
rodzynki, trochę cukru, wlewam kapkę białego wina (nie za dużo!)
i jeszcze odrobinę wódki lub winiaku (we Francji chlupnąłbym niewątpliwie
parę kropel likieru Grand Marnier).
Każde
jabłko obieram do połowy i wycinam środek na wylot. Napycham jabłka
bakaliami i jeszcze osypuję nimi po wierzchu.
Żaroodporne
naczynie smaruję masłem i zalewam białym winem na wysokość pół centymetra.
Wstawiam w to jabłka i wsuwam na 15-20 minut do pieca (180oC). Pilnie
obserwuję, czy zanadto nie ciemnieją, czy się nie przypalają, a
jeśli tak, to otwieram piec i przykrywam jabłka z góry aluminiową
folią.
Po
wyjęciu jabłek zlewam pozostały sos, lekko zabielam śmietanką i
polewam nim jabłka na wydaniu.
Jabłuszka
za żaluzjami
I
jeszcze jedna wariacja na popularny temat - placek z jabłkami.
Obrane
jabłka kroję w cienkie półplasterki i wkładam do wody z cytryną,
żeby nie sczerniały.
Francuskie
ciasto kupuję gotowe, bywa bardzo dobrej jakości, a robienie samemu
jest czasochłonne. Sprzedają je w płatach, ja wybieram te grubsze,
bo mogę sobie dowałkować do odpowiedniej grubości.
Posypuję
mąką stolnicę, wykładam ciasto, posypuję je mąką, wałkuję. Docinam
brzegi, aby uzyskać prostokąt, dzielę go na pół. Na jednej połówce
układam jabłka, drugą składam wzdłuż i nacinam w grzebieniowaty
deseń. W miseczce pędzelkiem rozkłócam jajko i smaruję nim ciasto
po brzegach, żeby się skleiło. Złożonym "grzebieniem"
przykrywam połowę spodu z jabłkami, po czym rozkładam górną część
i tak uformowany placek z okienkami przenoszę na wysmarowaną masłem
(lub olejem) blachę, smaruję po wierzchu jajkiem (dla lepszego koloru)
i wkładam na ok. 12 min do pieca (180oC).
Z
pozostałych skrawków ciasta zrobię "świńskie uszy". To
już będzie bez jabłek.
Świńskie
uszy
Zagniatam
ścinki w jedną całość, posypuję stolnicę cukrem, rozwałkowuję ciasto
na cukrze, oba boki zakładam do środka i jeszcze raz składam wzdłuż
na pół - ciasto ma teraz cztery warstwy. Chowam na co najmniej pół
godziny do lodówki, żeby ciasto stwardniało.
Po
wyjęciu kroję w plastry, mniej więcej centymetrowe, i odginam lekko
oba spotykające się końce wstęgi ciasta. Układam na wysmarowanej
blasze i wkładam na ok. 6 minut do pieca. W Szwajcarii świńskie
uszka je się o wiele mniejsze, niż widziałem w Polsce, takie na
jeden kęs. Też znakomicie pasują na podwieczorek.
...........
|