|
Kroję
w plastry, a potem w słupki (po ok. 30 g na porcję) wędzony boczek,
drugie tyle pieczarek i trzecie tyle leśnych grzybów (jak nie ma
świeżych, to suszone).
Na
gorącą patelnię sypię cukier (ok. łyżki stołowej na porcję) i jak
się zaczyna topić, wrzucam świeże żurawiny (ok. 30 g na porcję).
Wlewam białe wino (ok. 50 g na dwie porcje) i trochę wody (może
być od jabłek). Gotuję krótko, byle sos trochę zgęstniał. Na drugiej
patelni kładę w rozgrzaną oliwę medaliony (aby zasłużyć na to miano,
kotleciki winny mieć kształt owalny; oliwy może być dużo, nawet
do połowy grubości kotleta) i smażę po ok. 30 sekund z każdej strony
(wystarczy, bo to nadzwyczaj delikatne mięso). Mięso wykładam na
talerz, oliwę z patelni wylewam i od razu na jej miejscu kładę boczek.
I jak tylko się podtopi, wrzucam grzyby i pieczarki, podlewam 4
łyżkami sosu mięsnego (każdy zawodowy kucharz zawsze ma go na podorędziu,
amatorzy mogą z powodzeniem sięgnąć po dobrej klasy proszek) i 50
g czerwonego wina. Z powrotem wkładam mięso, koniecznie razem z
sokiem, który z niego wyciekł (bo bardzo dodaje smaku), solę, pieprzę
i gotowe.
Medaliony
układam wachlarzykami na talerzach, obok nich ugotowane jabłko wypełnione
żurawiną. Mięso polewam dość obficie sosem z grzybami i boczkiem.
Podaję
z makaronem albo, jeszcze lepiej, z kluskami zwanymi spatzle, którym
poświęcę kiedyś osobną lekcję.
Zrazy
zawijane z jelenia
Polędwicę
(lub inny kawałek combra) kroję na części długości ok. 10 cm (150
g), a potem przecinam wzdłuż, ale nie do końca, tak aby dały się
rozłożyć w podwójnej wielkości płat, grubości ok. 1 cm (patrz zdjęcia
obok). Można też przeciąć całkowicie, wtedy będziemy mieli dwa płaty
i dwa zrazy, tyle że mniejsze. Każdy płat mięsa z osobna kładę na
przezroczystej folii kuchennej, zakładam folię (mięso jest nią teraz
owinięte) i delikatnie rozbijam tłuczkiem na kotlety grubości 2-3
mm (bez folii to delikatne mięso mogłoby się uszkodzić, podziurawić).
Tę
samą czynność powtarzam z morelami, rozbijając je na możliwie płaskie
krążki (ale bez przesady).
Każdy
płat mięsa smaruję pasztetem z kurzych wątróbek, (mniej więcej tak,
jak chleb masłem). Na pasztecie układam morele (2-3 na zraz), a
na nich warstwę mielonej wieprzowiny. Zakładam do środka brzegi
(ok. 0,5 cm, wcześniej zadbałem, żeby pozostały nie przykryte farszem,
i zwijam w rulon, który na samym końcu wzmacniam, przebijając dwiema
wykałaczkami.
Każdy
zraz posypuję dookoła solą i pieprzem, lekko obtaczam w pszennej
mące (zasadniczo jestem przeciwny obtaczaniu mięsa w mące przed
smażeniem, ale w tym wy-padku czynię wyjątek - dla koloru i chrupkości)
i obsmażam z dwóch stron na gorącej oliwie (lub oleju) po 2-3 min
(mięso zwierzyny płowej smaży się dużo szybciej niż wołowina). Przekładam
zrazy do garnka, zalewam czerwonym winem (50 g na dwie porcje) i
sosem mięsnym (100 g), dorzucam kilka rozgniecionych owoców jałowca,
kilka żurawin, goździk i trochę rozmarynu (najlepiej świeżego).
Gotuję tylko chwilę. Na boczku podsmażam pieczarki i leśne grzyby,
tak jak w poprzednim przepisie, dodając garść włoskich orzechów.
Wyjmuję mięso z garnka, sos zagęszczam kwaśną śmietaną (ewentualnie
chwilę redukuję) i przelewam przez sito.
Podaję
zraz przecięty skośnie na pół, podlany sosem, obficie posypany grzybami
i orzechami.
...........
|